Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Rozumiem

Wygrana w sprawie o odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przez zwierzę

Dodano 03/29/16
Sąd Apelacyjny w Łodzi wyrokiem z dnia 8 kwietnia 2015 r. (sygn. I ACa 1472/14) prawomocnie oddalił apelację pozwanego od wyroku Sądu Okręgowego w Płocku, który zasądził na rzecz naszej Klientki kwotę 100.000 złotych wraz z odsetkami ustawowymi tytułem zadośćuczynienia oraz kwotę 5.000 złotych wraz z odsetkami ustawowymi tytułem odszkodowania, a nadto koszty procesu.

Klientkę w tym postępowaniu reprezentowała adwokat Natalia Grzelak, Partner BMG Adwokaci.

Wyrok wydany w tej sprawie ma istotne znaczenie praktyczne i wpływa na ocenę zasad odpowiedzialności osób, które chowają lub posługują się zwierzęciem, które wyrządziło szkodę.

Na wskazany wyżej wyrok Sądu Apelacyjnego powołuje się m. in. Profesor Edward Gniewek w swoim najnowszym komentarzu do Kodeksu cywilnego.
 
Stan faktyczny

Nasza Klientka pozwała spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, która prowadzi hotel oferujący m.in. możliwość korzystania ze stadniny koni usytuowanej na wydzielonym, ogrodzonym terenie.

Najistotniejsze w ustaleniach stanu faktycznego były okoliczności związane z wypadkiem Klientki, który miał miejsce na terenie stadniny, jak również z doznaną przez nią szkodą. W dniu 3 czerwca 2010 r. nasza Klientka wraz z córkami i wnuczętami udała się na wycieczkę, podczas której odwiedziła stadninę koni prowadzoną przy wskazanym wyżej hotelu. Pracownik pozwanej spółki okazał najpierw konie - hucuły, a następnie zaprosił gości do stajni, gdzie pokazywał im jednego z koni. Przed wyprowadzeniem konia z boksu, pracownik stajni wskazał gościom miejsce, w którym mieli się znajdować, a następnie wyprowadził konia przy użyciu kantara, po czym pozwolił zwierzęciu poruszać się swobodnie. Koń jednak się spłoszył, udał się w nieoczekiwanym kierunku, a podczas obrotu otarł się o naszą Klientkę, która upadła na klepisko. Kiedy już leżała, koń dodatkowo zawadził ją kopytem. Wskutek tego wypadku nasza Klientka doznała szeregu obrażeń, które były przedmiotem ustaleń sądu.
  
Przesłanki odpowiedzialności z tytułu art. 431 § 1 Kodeksu cywilnego

Oceniając przyczyny, przebieg i skutki wypadku naszej Klientki, sądy obu instancji powołały się na przepis art. 431 § 1 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy. Natomiast § 2 cytowanego przepisu stanowi, że chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.

Regulacja prawna art. 431 Kodeksu cywilnego ma charakter szczególny wobec ogólnej podstawy odpowiedzialności za czyn własny i wyłącza zastosowanie art. 415 Kodeksu cywilnego, jeżeli szkoda została wyrządzona przez zwierzę. W judykaturze i piśmiennictwie powszechnie uważa się, że dotyczy to wyłącznie przypadków, gdy zwierzę spowodowało szkodę "własnym popędem", a więc spontanicznie, niezależnie od dyspozycji wydawanych mu przez człowieka. Podmiotem odpowiedzialnym za szkodę jest każdy, kto zwierzę chowa albo się nim posługuje. Chodzi więc o osobę, która sprawuje władztwo nad zwierzęciem. Odpowiada ona także za osoby, którym powierzyła pieczę nad zwierzęciem (np. podwładnego, domownika). Władztwo nad zwierzęciem nie musi mieć tytułu prawnego ani być związane z interesem ekonomicznym. Jednak o "chowaniu" można mówić dopiero wówczas, gdy piecza wykonywana jest w sposób trwały (nie doraźnie, okazjonalnie), polega na nadzorze, zapewnieniu utrzymania i ochrony oraz ma na celu dowolną korzyść chowającego, chociażby satysfakcję z pieczy.

Sądy obu instancji uznały, że spółka, którą pozwała nasza Klientka, jest podmiotem odpowiedzialnym za konie znajdujące się na terenie stadniny, w tym też za te, które pozostają w jej użyczeniu (a taka sytuacja miała miejsce w niniejszej sprawie).
 
Ciężar dowodu w świetle art. 431 Kodeksu cywilnego

W przedmiotowej sprawie istotne było wykazanie szkody naszej Klientki. Wynika to oczywiście z treści art. 431 § 1 kodeksu cywilnego. Przepis ten nie zawiera postanowień co do związku przyczynowego między czynem chowającego lub posługującego się zwierzęciem, a szkodą, w szczególności ustawodawca nie skonstruował w art. 431 Kodeksu cywilnego domniemania związku przyczynowego. Oznacza to, że na poszkodowanym ciąży także obowiązek wykazania, że niedopełnienie obowiązków w nadzorze nad zwierzęciem było przyczyną poniesionej przez niego szkody.

W ocenie sądów obu instancji nasza Klientka udowodniła, że uraz, jakiego doznała wskutek upadku w stajni, pozostaje w związku przyczynowym ze zdarzeniem z 3 czerwca 2010 r. Nie ma przy tym znaczenia, czy koń tylko otarł się o nią i dlatego się przewróciła, czy też zachowanie zwierzęcia było agresywne.

Ponoszący odpowiedzialność na podstawie art. 431 § 1 Kodeksu cywilnego odpowiada na zasadzie winy za czyn własny oraz na zasadzie ryzyka za zawinione czyny cudze, a mianowicie osób, za które ponosi odpowiedzialność. Jednocześnie przepis konstruuje wzruszalne domniemanie winy zarówno chowającego lub posługującego się zwierzęciem, jak i osób, za które ponosi on odpowiedzialność. Ustawodawca udziela poszkodowanemu bardzo silnej ochrony, ponieważ komentowany przepis przewiduje możliwość uchylenia się od odpowiedzialności wyłącznie w przypadkach, gdy chowający lub posługujący się zwierzęciem wykaże, że "ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy". Brak winy musi dotyczyć wszystkich tych podmiotów. Warto podkreślić, że w rozumieniu art. 431 § 1 Kodeksu cywilnego, do osób posługujących się zwierzęciem należy zaliczyć również pracodawcę, zatrudniającego pracownika, który w ramach pełnionych przez niego funkcji, działając w interesie zakładu, zwierzęciem bezpośrednio się posługuje.

W przedmiotowej sprawie pozwana spółka nie zdołała podważyć opisanego wyżej domniemania. Zarówno nasza Klientka, jak i pozostali uczestnicy wycieczki, mieli prawo czuć się bezpiecznie, wszak byli oprowadzani po terenie stadniny przez osobę profesjonalnie trudniącą się opieką nad końmi i nauką jeździectwa. To od umiejętności i staranności pracownika stadniny zależało, czy gościom nie stanie się żadna krzywda. W ocenie Sądu brak należytej uwagi ze strony pracownika stadniny był przyczyną upadku naszej Klientki. Instruktor wyprowadził zwierzę z boksu używając kantara, ale później puścił konia swobodnie, nie trzymał go, ufając, że nie jest groźny i zachowa się w sposób przewidywalny. Tymczasem koń spłoszył się i zamiast podążać w kierunku wyjścia, zawrócił w stronę swojego boksu. Obracając się, otarł się o naszą Klientkę, powodując jej upadek, a kiedy leżała, zawadził o nią jeszcze kopytem. Doświadczony pracownik stadniny powinien mieć świadomość, że zwierzę nie zawsze zachowuje się racjonalnie, może spłoszyć go wiele czynników, zaś stajnia, w której przebywało w sumie pięć dorosłych osób i dwoje dzieci, była na tyle ciasna dla konia, że mogło dojść do takiego zdarzenia.
 
Udowodnienie przesłanek egzoneracyjnych przez pozwanego

Dowód braku winy dla wzruszenia domniemania z art. 431 § 1 Kodeksu cywilnego wymaga wykazania dochowania należytej staranności w nadzorze nad zwierzęciem, a więc dopełnienia obowiązków, jakie zależnie od konkretnej sytuacji spoczywały na chowającym lub posługującym się zwierzęciem. W przedmiotowej sprawie sądy obu instancji stanęły na stanowisku, że pozwana spółka nie przeprowadziła dowodu braku winy. Sądy w przedmiotowej sprawie podzieliły naszą argumentację, że jeżeli intencją pozwanej spółki było oferowanie jazdy konnej lub innej rozrywki na terenie stadniny wyłącznie dla gości korzystających z noclegu lub restauracji, to powinna zadbać o takie urządzenie otoczenia hotelu, aby stadnina była dostępna tylko dla tych konkretnych osób. Tymczasem dojazd do stadniny był otwarty, praktycznie każdy, kto chciał korzystać z tego typu rozrywki, mógł tam dotrzeć. Wprawdzie teren był ogrodzony, ale nasza Klientka z rodziną nie weszła tam samowolnie, została wpuszczona przez pracowników spółki, a następnie była oprowadzana przez instruktora jeździectwa.
 
Tabliczka ostrzegawcza nie uchroni przed odpowiedzialnością

Co szczególnie istotne dla praktyki, sady nie uznały argumentu pozwanej spółki, że jej odpowiedzialność za skutki zdarzenia z dnia 3 czerwca 2010 r. jest wyłączona, skoro umieściła ona tabliczki ostrzegawcze przy wejściu do stajni. Nawet gdyby takie tabliczki były zlokalizowane na terenie hotelu lub stajni, to nie uchylałoby to odpowiedzialności wynikającej z art. 431 § 1 k.c. Niezależnie od tego czy na drzwiach stajni mieści się tablica ostrzegawcza, czy nie, nasza Klientka weszła na jej teren z pracownikiem pozwanej spółki i tym samym nie można przyjąć, że zrobiła to na własne ryzyko.
 
Właściwy był 431 Kodeksu cywilnego, a nie art. 415

Przepis art. 431 Kodeksu cywilnego ma charakter szczególny wobec ogólnej podstawy odpowiedzialności za czyn własny i tym samym wyłącza zastosowanie art. 415 Kodeksu cywilnego, o ile szkoda została wyrządzona przez zwierzę. Dotyczy to wyłącznie przypadków, gdy zwierzę spowodowało szkodę "własnym popędem", a więc spontanicznie, niezależnie od dyspozycji wydawanych mu przez człowieka. Podobny pogląd wyraził Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 18 grudnia 2012 r. w sprawie I ACa 1145/12. W przedmiotowej sprawie nie ma wątpliwości, iż koń działał z własnego popędu, a nie jako narzędzie człowieka. Podczas wychodzenia z boksu koń został puszczony wolno przez instruktora i działając zgodnie z własnym instynktem zwierzęcym zawrócił, zahaczając jednocześnie o powódkę. Do zdarzenia doszło zatem w wyniku samoistnego, niezależnego od człowieka zachowania się konia, co wyklucza możliwość zastosowania art. 415 Kodeksu cywilnego.
 
Raz ustalone zadośćuczynienie bardzo trudno podważyć

W postępowaniu apelacyjnym pozwana spółka zarzuciła błędne ustalenie wysokości zadośćuczynienia za ból i cierpienie. Sąd apelacyjny jednak uwzględnił naszą argumentację, że zarzut zawyżenia lub zaniżenia wysokości zasądzonego zadośćuczynienia może być uwzględniony tylko w razie wykazania oczywistego naruszenia przez sąd panujących w orzecznictwie kryteriów, tym bardziej, że w kodeksowym pojęciu "odpowiednia suma zadośćuczynienia" (art. 445 k.c.) zawarte jest uprawnienie swobodnej oceny sądu, motywowanej dodatkowo niematerialnym - a zatem z natury rzeczy trudnym do precyzyjnego oszacowania wartości, charakterem doznanej krzywdy.

W omawianym wyroku Sądu Apelacyjnego podkreślono, że użyte w art. 445 Kodeksu cywilnego wyrażenie "odpowiednia suma" zawiera już w sobie pojęcie niemożności ścisłego ustalenia zadośćuczynienia ze względu na istotę krzywdy. Artykuł 445 § 1 Kodeksu cywilnego jest jednym z przykładów tzw. prawa sędziowskiego, którego istotą jest pozostawienie sądowi pewnego marginesu swobody. Powyższe wynika z faktu, że ustawodawca uznał, iż ostatecznie nie jest w stanie w prawie pozytywnym sformułować ścisłych reguł określania wysokości roszczeń, które poszkodowanemu przysługują. Dlatego przekazuje określenie wysokości tychże roszczeń w ręce sędziego, który bada dany przypadek indywidualnie. Oczywiście pozostawiony sądowi margines swobody nie oznacza dowolności, gdyż ustalenie wysokości roszczeń winno nastąpić przy uwzględnieniu i wnikliwym rozważeniu wskazówek zawartych w przepisie. (zob. wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 18 września 2014 r., IACa 398/14). Stąd na etapie postępowania apelacyjnego sąd drugiej instancji może dokonać korekty zasądzonego przez sąd pierwszej instancji zadośćuczynienia tylko wtedy, gdy sąd ten nie uwzględnił wszystkich okoliczności i czynników uzasadniających przyznane świadczenie, dopuszczając się tzw. "błędu braku" albo niewłaściwie ocenił całokształt tych należycie ustalonych i istotnych okoliczności, popełniając tzw. "błąd dowolności".

Wobec powyższego Sąd odwoławczy doszedł do konstatacji, że korygowanie przez sąd drugiej instancji zasądzonego zadośćuczynienia może być aktualne tylko wtedy, gdy przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności sprawy mających wpływ na jego wysokość, jest ono niewspółmiernie nieodpowiednie, tj. albo rażąco wygórowane, albo rażąco niskie. (zob. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 24 czerwca 2014 r., I ACa 269/14).
W niniejszej sprawie skarżący nie zdołał wykazać, że kwota zasądzona na rzecz naszej Klientki tytułem zadośćuczynienia była rażąco wygórowana.
 
 
Więcej o wyroku w bazie orzeczeń Sądu Apelacyjnego w Łodzi: http://orzeczenia.lodz.sa.gov.pl/details/$N/152500000000503_I_ACa_001472_2014_Uz_2015-04-08_001
 
oraz internetowym wydaniu dziennika „Rzeczpospolita”: http://www.rp.pl/article/20150525/PCD/305259941#ap-1
 

Kontakt

Aleja Jana Pawła II 70 lok.2, 00-175 Warszawa
NIP: 5223047076, Regon: 36315120300000, KRS: 0000589865